Torze Stegny – zmieniaj się dla nas

Kto się zatroszczy o zaniedbany Tor Stegny?

Torze Stegny – zmieniaj się dla nas

Większość z nas zna i śledzi profile Ratusza na Facebooku. Publikowane są na nich piękne zdjęcia Warszawy o zachodzie słońca, widoki pokazujące ozdoby świąteczne czy odnowione ulice. Cieszy nas, że w ostatnich latach przybywa miejsc, o które miasto dba i którymi się chwali. Miejsc zapomnianych przez włodarzy miasta jest jednak wciąż sporo.

Dziś kilka słów o Torze Stegny.

Powstał na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i był na owe czasy nowoczesnym obiektem. Zaprojektował go inż. Janusz Kalbarczyk – architekt, żołnierz września 1939 i przede wszystkim znakomity łyżwiarz, olimpijczyk z 1936 roku.

Od zbudowania toru minęło jednak 40 lat i niewiele się przez ten czas zmieniło. Dziś pomiędzy Ministerstwem Sportu a Aktywną Warszawą (firmą, która zarządza miejskimi obiektami sportowymi, m.in. właśnie Torem Stegny) toczy się wojna o środki na przebudowę tego obiektu i zadaszenie go, co dałoby zawodnikom możliwość trenowania w komfortowych warunkach, niezależnie od kaprysów warszawskiej zimy. Póki co konflikt, w którym największymi przegranymi są panczeniści i okoliczni mieszkańcy, wciąż trwa. Wszyscy na co dzień muszą patrzyć, jak obiekt popada w ruinę.

Dzieje się tak, ponieważ nie ma pieniędzy na jego renowację, a środki wygospodarowane wcześniej przez Ministerstwo Sportu na przebudowę zostały przeznaczone na zadaszenie toru w Tomaszowie Mazowieckim.

Drugim problemem jest stan terenu, który przylega do toru – wydaje się, że zarządzanie tak dużym obszarem przerasta jego administratorów. Część winy ponoszą niestety sami warszawiacy, którzy najwyraźniej uważają, że śmieci można wyrzucać tam, gdzie się stoi, a auta parkować na każdym wolnym skrawku terenu.

Co dodatkowo pogarsza sytuację – zarządca toru chyba uznał, że wszystko, co przynosi przychód, jest dobre. Tor łata swoje finanse, wynajmując pomieszczenia i place prywatnym firmom. Płatny parking, punkt przeładunku, dwie szkoły jazdy, giełda narciarska, wynajem pod cyrki czy paczkomat Inpostu… to tylko kilka przykładów. Całość swoim wyglądem przypomina bazary spontanicznie powstające w latach dziewięćdziesiątych. Okolice toru są brudne, często zawalone śmieciami i absurdalnie wyglądającymi obiektami budowlanymi, a po deszczu toną w błocie.

Sposób wykorzystania przestrzeni w okolicach toru ma wpływ również na jego okolicę. Oto zarządca oddaje część swojego terenu dzielnicy – odcinek wzdłuż ul. Pory wraz z latarniami, których nie był w stanie utrzymać, i teren pomiędzy ul. Pory a al. Sikorskiego naprzeciwko toru. To znów innym razem dzielnica/miasto przyznaje zarządcy inny teren – okolice parkingu, naprzeciwko biurowca przy Pory 78.

Nie ma w tym żadnej logiki oprócz tradycyjnego podrzucania sobie nawzajem kukułczych jaj przez poszczególne jednostki. Cały proces zajmuje jedynie urzędników, którzy mają co robić, ale nie zmienia ani trochę tego, jak ten teren wygląda.

Prywatne działania biznesowe pokrywają się często z działaniami statutowymi toru – szczególnie w weekendy. Wtedy okolica przeżywa „najazd Hunów”. W jednym momencie odbywają się giełda i ślizgawki miejskie. Cała okolica jest rozjeżdżana przez auta, bo dla kierowców wszystko jest parkingiem – trawa, chodniki, całkowicie zastawiona ulica ul. Pory.

Dzieje się tak, ponieważ parking nie jest oznakowany, a wjazdy na parking i giełdę są umieszczone w innych miejscach, niż pierwotnie planowano. Duża część parkingu, należącego do toru, a wynajmowanego prywatnej firmie, jest płatna 7 dni w tygodniu. W związku z tym kierowcy omijają ją i parkują gdzie popadnie. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, która towarzyszy obrzeżom płatnej strefy parkowania: kierowcy uciekają przed opłatą kilka metrów dalej, aby zaparkować za darmo. Również ta gorączkowa potrzeba oszczędzenia kilku złotych przywodzi nam na myśl mentalność rodem z lat dziewięćdziesiątych.

Warto więc zadać sobie pytania:

· Czy Tor powinien mieć charakter czysto sportowy, czy również komercyjny?

Można łączyć te funkcje. Trzeba tylko to przemyśleć, zaplanować, oznakować. Przeznaczyć dochód z tytułu prywatnej działalności np. na poprawę infrastruktury, a nie przerzucać do innych kieszeni i obciążać kosztami funkcjonowania prywatnego biznesu inne jednostki miasta w myśl zasady – „prywatyzujmy zyski, uspołeczniajmy koszty”. Z jakiej racji koszty komercyjnej działalności (rozjeżdżona, zniszczona i zaśmiecona okolica) są przerzucane na bliżej nieznanych interesariuszy? To inne jednostki miasta/dzielnicy. Zyski trafiają wszak do kasy toru – Aktywnej Warszawy. Jest to niestety wyjmowanie pieniędzy z jednej kieszeni i wkładanie ich do innej w tych samych spodniach tego samego właściciela – Miasta Stołecznego Warszawy.

· Czy tak duża jednostka nie powinna myśleć o swoim sąsiedztwie i wpływie na okolicę?

Trzeba tylko chcieć i prowadzić dialog społeczny, a nie być obojętnym na głosy sąsiadów. W czasie budowy toru w latach osiemdziesiątych żadnych mieszkańców w pobliżu nie było. Dziś jest już ich kilka tysięcy, a za chwilę będzie kilkadziesiąt, ponieważ teren „parku pod skocznią” jest intensywnie zabudowywany.

Czas na zmiany!

Należy sprawić, żeby odpowiedzialność społeczna, stała się również domeną jednostek miejskich, takich jak Tor Stegny. Nie można myśleć tylko o przeżyciu danego podmiotu, ale trzeba mieć na uwadze życie ludzi w szerszym kontekście. Torze Stegny, zmieniaj się więc dla nas, a nie tylko dla siebie…

[Tekst: Maciej Hassa; zdjęcia pobrane z serwisu Fotopolska.eu]
Udostępnij