Rozmówki polsko-deweloperskie

Słynny filozof Ludwig Wittgenstein powiedział, że „Granice naszego języka oznaczają granice naszego świata”. No to sprawdźmy jakie są granice języka i świata deweloperów.

Rozmówki polsko-deweloperskie

Firma Greenfields uraczyła nas takim cudem na stronie internetowej TVN Warszawa, że byłoby niepowetowaną stratą gdybyście nie zapoznali się z tymi lamentami na ich trudny los i bezduszne miasto, nie chcące się schylić po pieniądze, które deweloperzy chcą mu oddać (sic!). Poniżej przedstawiamy krótkie tłumaczenie co ciekawszych fragmentów, ale oczywiście polecamy zapoznać się z całością tego MATERIAŁU SPONSOROWANEGO.

JĘZYK DEWELOPERSKI: Warszawski ratusz narzeka na brak środków na realizację inwestycji oświatowych, a mimo to zwleka z zawarciem porozumień z inwestorami, którzy chcą im te pieniądze przekazać. Dlaczego?
PO POLSKU: LOL. Pod płaszczykiem troski o dzieci Greenfields usiłuje nam wmówić, że chce pomóc budować szkoły w trybie ustawy Lex Deweloper. Aż nas zatkało, bo jak ostatnim razem sprawdzaliśmy to wszystkie wnioski w trybie Lex Deweloper dotyczyły budynków mieszkalnych całkowicie sprzecznych z Miejscowymi Planami Zagospodarowania Przestrzennego. No ale może wczoraj w nocy coś się zmieniło, więc ponownie sprawdziliśmy stronę internetową BIP Warszawy. Cóż, jednak nie.

JĘZYK DEWELOPERSKI: Czy specustawa mieszkaniowa („lex deweloper”) mogłaby być remedium na problemy finansowe miasta? Raczej nie, ale w ustawie istnieje zapis, dzięki któremu kasa miasta może zasilić się o dodatkowe środki finansowe od inwestorów.
PO POLSKU: Ponownie, uderzamy się otwartą dłonią po policzkach i szczypiemy po ciele, bo chyba śnimy. Jakie dodatkowe środki od inwestorów? Co ma piernik do wiatraka? Dokonując tu pewnego spoilera wyjaśniamy, że Lex Deweloper przewiduje regulacje dotyczące tzw. inwestycji towarzyszących. W skrócie w zamian za zgodę na inwestycję (naturalnie sprzeczną z obowiązującym planem zagospodarowania) wnioskodawca wspaniałomyślnie zgodzi się na pokrycie kosztu np. drogi dojazdowej do niej, którą niby w innym przypadku wybudowałoby miasto (tyle, że przecież inwestycja nie powstałaby, bo byłaby sprzeczna z MPZP). I to są właśnie „dodatkowe środki od inwestorów dla miasta”. Budżet uratowany, rozejść się.

JĘZYK DEWELOPERSKI: Specustawa mieszkaniowa budzi wiele kontrowersji (…), tymczasem dokument rygorystycznie określa, jakie warunki musi spełnić inwestycja mieszkaniowa, by mogła zostać rozpatrzona w przyspieszonym trybie. Są to m.in.: zobowiązanie inwestora do zapewnienia dostępu do drogi publicznej, sieci wodociągowej, kanalizacyjnej i elektroenergetycznej oraz przedstawienia pełnej koncepcji urbanistyczno-architektonicznej inwestycji.
PO POLSKU: Wow. Dzięki Lex Deweloper mieszkania mają dostęp do bieżącej wody, toalety i prądu, a deweloper musi NAWET doprowadzić dojazd z inwestycji do drogi publicznej. Nie wiedzieliśmy, że ustawodawca tym jednym prostym ruchem zadbał o postęp na miarę programu budowy sławojek w II RP.

JĘZYK DEWELOPERSKI: Koszty całej procedury ponosi inwestor.
PO POLSKU: Opłata od wniosku w trybie Lex Deweloper wynosi 0 zł i można go składać za darmo nieskończoną ilość razy. Tysiące godzin pracy urzędników oceniających wniosek ponosimy my wszyscy jako podatnicy, a trzeba podkreślić, że np. przy inwestycjach Greenfields na ulicy Gdańskiej i Wilanowskiej wnioski składane są już po raz trzeci, a ich kolejne wersje różnią się kosmetycznie co jest perfekcyjnym przepalaniem pieniędzy podatnika. Każdy kolejny wniosek to wymóg konsultacji z kilkunastoma jednostkami z różnych urzędów i to mimo, że radni wcześniej sprzeciwili się danemu wnioskowi. Nawet nie chce nam się już tutaj mówić o pośrednich kosztach jakie ponosimy, gdy dewastowane są plany zagospodarowania przestrzennego. Koszt, który zapewne ma tutaj na myśli autor to jego własny koszt przygotowania wniosku i pięknych wizualizacji, pełnych zielonych drzewek pośród pustych ulic i uradowanych ludzi z dziećmi. Mało tego – plany miejscowe są też narzędziem wpływającym na wartość działek. Zatem jeśli inwestor ma grunt, na którym mógł budować obiekt określonej wysokości i intensywności zgodnie z planem, a Rada Miasta zezwoliła na budowę w Lex Deweloper wyżej i więcej to de facto inwestor osiąga zysk za wzrostu wartości działki. Przy zmianie planu musiałby zapłacić na rzecz miasta stosowny podatek, czego oczywiście Lex Deweloper nie przewiduje. MANIPULACJA LEVEL HARD!

JĘZYK DEWELOPERSKI: (plan miejscowy dla terenu inwestycji powstał… 12 lat temu, a więc sporządzany był w innych realiach niż obecne)
PO POLSKU: Twierdzenie, że plan jest stary bo ma… 12 lat (a tak naprawdę 11 lat – chodzi o MPZP Pod Skocznią – a ostatnie wyroki sądów administracyjnych na skutek skarg wobec planu zapadły w 2011 roku) pokazuje elementarne braki autora, który nie ma pojęcia o planowaniu przestrzennym, choć może być też po prostu kolejną cyniczną manipulacją usiłującą przekonać kogoś, że to jakiś feler. Jest dokładnie odwrotnie, bo plany uchwala się z horyzontem czasowym liczonym w dekadach. Akurat MPZP Pod Skocznią był do czasu uchwalenia Lex Deweloper przykładem dość harmonijnego rozwoju, gdzie deweloperzy budowali według surowych wskazań planu i nikt z tego powodu nie płakał.

JĘZYK DEWELOPERSKI: Warszawa, jak wiele innych dużych miast, niejako automatycznie przyjęło, że nie będzie zgody na żadne inwestycje w ramach specustawy mieszkaniowej, niezależnie od tego co i gdzie miałoby na jej podstawie powstać. Stolica odrzuca praktycznie wszystkie wnioski lub zwleka z ich rozpatrzeniem, tak jak w przypadku wniosku dotyczącego budowy nowoczesnego szpitala onkologicznego.
PO POLSKU: Za mało było demagogii ze szkołami, których budowę przez deweloperów miasto złośliwie blokuje? To dorzucamy do pieca. Tym razem przez niedobre miasto nie powstał w trybie Lex Deweloper szpital onkologiczny! Oczywiście, jest to kolejna bzdura i manipulacja i zapewne chodzi o case LUX MED-u, który planował rozbudować swój szpital przy ulicy Szamockiej, na co jednak nie pozwalał miejscowy plan (trwają dyskusje o jego zmianie). W związku z tym podjęta była próba budowy w trybie Lex Deweloper, ale okazało się, że ustawa na to po prostu nie pozwala, bo tzw. inwestycja towarzysząca musi (jak sama nazwa wskazuje) towarzyszyć inwestycji mieszkaniowej, której w tym przypadku nie było – taka była opinia Ministerstwa. Raz jeden ten bubel prawny mógł się przyczynić do czegoś dobrego, ale… no właśnie… tego akurat ustawodawca pośród rozlicznych ułatwień dla deweloperów nie przewidział…

Branża deweloperska jak widac ma chyba za dużo pieniędzy na reklamy i artykuły sponsorowane. My walczymy z Waszych darowizn, więc jeśli ktoś z Was chce pomóc pod linkiem znajdziecie szczegóły jak to zrobić.

Udostępnij