Czy bronić Kamila Durczoka?

BRD  4 sierpnia 2019

Nie wiemy, jaki będzie wyrok sądu. Nie chcemy też bronić ani atakować Durczoka. Chcemy tylko, żeby na drogach wreszcie zrobiło się bezpieczniej.

Czy bronić Kamila Durczoka?

Kamil Durczok usłyszał zarzuty prokuratorskie za jazdę po pijanemu – konkretnie zarzut sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Grozi mu nawet 12 lat więzienia. W związku z tym pojawiły się rozmaite opinie. Jedni nie kryli oburzenia surowością kary i przekonywali, że nadgorliwy prokurator chce dzięki głośnej sprawie zapunktować u zwierzchników. Inni z rezygnacją prorokowali, że i tak skończy się na sześciu miesiącach w zawiasach. Jeszcze inni – jak profesor Jan Hartman – brali Kamila Durczoka w obronę, zwracając uwagę na jego dotychczasową działalność i sugerując istnienie problemów psychicznych, które rzekomo mają popychać tego dziennikarza do zachowań niezgodnych z prawem i normą społeczną. Jeszcze inni pytali, czy nikomu, z ręką na sercu, nie zdarzyło się wypić piwko i wsiąść za kierownicę, mając we krwi taki ułamek promila, że w innych krajach policja nie miałaby się do czego przyczepić (cóż, akurat w tym przypadku kierowca był kompletnie pijany i trzeźwiał jeszcze przez długie godziny po zatrzymaniu)

Mamy nadzieję, że dziennikarza czeka sprawiedliwy proces, należny każdemu obywatelowi bez względu na to, czy jest celebrytą, czy nie. Jeśli Durczok okaże się niepoczytalny (na przykład wskutek choroby alkoholowej), powinien zostać skierowany na leczenie, należy też skutecznie uniemożliwić mu kierowanie pojazdami mechanicznymi, by chronić przed nim współobywateli. Jeśli natomiast sąd orzeknie, że oskarżony świadomie i z rozmysłem kierował w stanie nietrzeźwości, wówczas powinien zapaść wyrok odpowiadający przewinieniu.

Od dawna przekonujemy, że łamanie niektórych przepisów ruchu drogowego należy traktować nie jak wykroczenia, tylko jak przestępstwa. Czym innym jest zagapienie się i przeoczenie zakazu skrętu lub znaku „ustąp pierwszeństwa”, a czym innym celowe i świadome złamanie szeregu przepisów narażające wiele osób na utratę zdrowia i życia. Słusznie, że prokuratorzy zaczęli takie przypadki ścigać z paragrafów kodeksu karnego. Nie ma dla nas żadnego znaczenia, czy pirat drogowy jest osobą znaną, czy anonimowym człowiekiem. Ukaranie bezwzględnym więzieniem znanego dziennikarza miałoby z pewnością taki skutek, że więcej osób dowiedziałoby się o nowym, surowszym podejściu do kierowców stwarzających śmiertelnie niebezpieczne sytuacje. Mamy jednak nadzieję, że sąd podejmie bezstronną decyzję, nie biorąc pod uwagę rozpoznawalności oskarżonego.

Udostępnij