W Warszawie powstają mieszkania, czy magazyny na rzeczy?

Mieszkania  30 września 2020

Nowa Inwestycja JW Construction na Woli pokazuje, jak wielkiego upadku urbanistyki doświadczyła Warszawa. Dzieje się to za zgodą władz miasta.

W Warszawie powstają mieszkania, czy magazyny na rzeczy?
W ostatnim czasie bardzo gorącą dyskusję wzbudziło zdjęcie z kończonego właśnie osiedla budowanego przez JW. Construction na Woli w rejonie al. Prymasa Tysiąclecia i ul. Kasprzaka. Kontrowersje wzbudza zwłaszcza skala zabudowy, a także skąpa przestrzeń pomiędzy budynkami, która budzi skojarzenia z niektórymi metropoliami Azji.
Czy to jednak aż tak dziwi? Polscy deweloperzy nie raz już pokazali, że jakość architektury i urbanistyki to nie jest coś na czym im zależy. Najbardziej zaskakujący jest fakt, że taka zabudowa powstała zgodnie z prawem i to nawet nie według zapisów kontrowersyjnej decyzji o warunkach zabudowy, ale w jako realizacja uchwalonego w 2012 roku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Plany zagospodarowania często są postrzegane jako remedium na chaos przestrzenny i chciwość deweloperów. Nie zawsze tak jednak jest. Wiedzą o tym mieszkańcy „Zielonej” Białołęki, która też jest zbudowana według zapisów planów zagospodarowania, które jednak są tak mało szczegółowe, że praktycznie nie różnią się niczym od zabudowy łanowej powstającej w oparciu o WZ-tki (czyli Warunki Zabudowy).
O tym jak wyglądają plany zagospodarowania decyduje samorząd, a przede wszystkim Rada Miasta, która je uchwala. Wprawdzie za przygotowanie planów odpowiada Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego, ale to do radnych należy ostateczny głos. Tutaj głos radnych był najwyraźniej głosem inwestorów, a nie mieszkańców (których teoretycznie reprezentują).

Studium (też z resztą uchwalane przez Radę Miasta) nie wskazuje na aż tak dużą intensywność zabudowy. Rada Miasta nie musiała się zatem zgadzać na budowę „kawałka Singapuru” w Warszawie. Można było postawić na kontynuację tego co możemy znaleźć po drugiej stronie ulicy Kasprzaka – osiedla pełnego zieleni, ze szkołą i budynkami, które w większości nie przekraczają 5 kondygnacji. Są tam też dwa wyższe budynki wysokości 30 i 45m. Na osiedlu JW. Construction wysokości te nie są maksymalnymi, ale minimalnymi!
Przejrzenie się w tym lustrze pokazuje jak wielkiego upadku urbanistyki doświadczyła Warszawa, a wszystko to za zgodą władz miasta. Można jednak argumentować, że Warszawa potrzebuje mieszkań, a w mieście trzeba budować gęsto by nie rozlewało się ono na wiele kilometrów. Warto jednak pamiętać, że najgęściej zaludnioną dzielnicą Warszawy jest Ochota, gdzie większość budynków ma 5-7 kondygnacji, a między nimi są zielone podwórka, szkoły i przedszkola.
Zwarte miasto nie oznacza, że ludzie zaglądają sobie w okna, a jedyna zieleń, którą mogą z nich zobaczyć to rachityczny trawnik nad garażem podziemnym. Przyjaznego, zwartego miasta deweloperzy nie zbudują jednak z własnej woli. To władze miasta muszą nadawać kierunek jego rozwojowi. W Warszawie władze dały się przekonać inwestorom, że ludzie nie potrzebują mieszkań tylko magazynów na rzeczy, w których można przenocować. Wtedy liczy się ilość, a nie jakość i ani skalą ani otoczeniem tych „magazynów” nie trzeba się przejmować.
Komentarz: Leszek Wiśniewski, urbanista, architekt, członek MJN
Zdjęcia: Joanna Klikowicz
Udostępnij