Ostatni lokatorzy opuścili Dudziarską

Mieszkalnictwo  Praga Południe  1 marca 2020

,,Jeśli się ma wyjątkowego pecha, to któregoś dnia po drodze do mieszkania można tu nawet spotkać własną śmierć”.
Dzisiaj, po wyprowadzce ostatnich mieszkańców z osiedla Dudziarska,  na myśl przychodzi archetyp ,,złego osiedla”, o którym pisała Beata Chomątowska w ,,Betonii”.

Ostatni lokatorzy opuścili Dudziarską

Warto przypomnieć sobie Pruitt-Igoe, ,,społeczno-architektoniczne getto” postawione w latach 50. w Saint Louis i wysadzone 15 lipca 1972 – porównanie z losem osiedla Dudziarska to dzisiaj dowód, że w polityce miejskiej historie lubią się powtarzać, a jest to efektem krótkowzrocznego myślenia rządzących.

Internet w ostatnich dniach zalewa nas informacją o opuszczeniu przez ostatnich lokatorów Osiedla Dudziarska – „osiedla”, o którym na łamach MJN pisaliśmy cztery lata temu.

Chcąc krótko podsumować historię trzech monotonnych bloków na Koziej Górce, trzeba przypomnieć, że była to celowa gettoizacja eksmitowanych lokatorów ze starych kamienic warszawskiego Śródmieścia i Pragi Południe. Fundacja Puszka, w kontekście murali Universal, przytacza w tej kwestii wypowiedź ówczesnego burmistrza dzielnicy Śródmieście:

Jest to teren między torami kolejowymi, odizolowany. Było to całkowicie celowe. To nie miało być dla ludzi, którzy zechcą tam sobie żyć, którzy będą żądali, co na osiedlu ma być. To były domy rotacyjne, z których mieli się wynieść jak najszybciej. O możliwie jak najniższym standardzie, żeby nie chcieli tam zostać i żeby nie traktowali tego jako kolejny prezent od administracji publicznej, od społeczeństwa. Możliwe, że to osiedle jest teraz gettem. Uważam, że decyzja była słuszna. Trzeba było z tymi eksmitowanymi ludźmi coś zrobić.

[wypowiedź dla programu „TVN Uwaga”, grudzień 2005]

Adres Dudziarska 40 był typową jednostką mieszkaniową typu przejściowego w skali mikro, która powstała na pustkowiu i w niezdrowym środowisku i w której z jakichś absurdalnych powodów  – chcielibyśmy pomyśleć – zamieszkali ludzie. Użycie nazwy „osiedle” rzuciło fałszywe światło na spektrum całego problemu. Bez większych założeń, podstawowej infrastruktury, szkoły, pobliskiej przychodni, sklepu i połączenia z resztą miasta – za to z aresztem śledczym i spalarnią śmieci po sąsiedzku – nie możemy mówić o osiedlu. To odizolowanie od świata przyniosło też tragiczne skutki w postaci kilku ofiar śmiertelnych wśród jej mieszkańców, skracających sobie drogę przez tereny kolejowe PKP Intercity i Kolei Mazowieckich na Olszynce Grochowskiej.  Dopiero nieszczęśliwe wypadki zadecydowały o tym, żeby na osiedle kursował legendarny autobus 245. Trasę Olszynka Grochowska – Dudziarska pieszo można przejść w 15 minut. Podróż autobusem trwa pół godziny, o ile nie było korków po drodze, inaczej zamieniała się w ponadgodzinną wyprawę przez Rondo Marsa i Rembertów.

Dudziarska 40 to już wspominany kontrowersyjny projekt artystyczny Universal Grzegorza Drozda i Alicji Łukasiak (powstał także film Etykieta zastępcza, który opowiada o utopii budowania wspaniałego osiedla). Murale odwołujące się do idei modernistycznych poprzez dzieła Mondriana i Malewicza, tylko podkreśliły i wyolbrzymiły wszystkie błędy popełnione przy powstawaniu ,,socjalnego getta”, bez jakichkolwiek korzyści dla jego mieszkańców. Autorom zarzucano, że murale powstały bez konsultacji z mieszkańcami i bez przeprowadzonych projektów animacyjnych, włączających ich w jakikolwiek sposób w proces artystyczny i kształtowania przestrzeni w której żyją. Zostali za to wystawieni na pokaz i stygmatyzację, co dodatkowo podkreślił fakt, że w ramach jednej z edycji festiwalu „Warszawa w budowie” kursowały autobusy wycieczkowe na Dudziarską spod Pałacu Kultury i Nauki. Fundacja Puszka przywołuje opowieści Janusza Byszewskiego, w których było to niczym ,,ludzkie zoo”:

Sto lat temu przywożono na wystawy światowe mieszkańców Afryki i pokazywano białemu europejskiemu mieszczaństwu. Wycieczki na Dudziarską mogłyby tylko pogłębić niechęć mieszkańców. Mogliby pomyśleć, że przywozi się warszawiaków, żeby zobaczyli, że tu są dzikusy, które nie rozumieją sztuki. A oni się z tym dziełem nie utożsamiają. I mają do tego prawo.

Ten element historii ,,osiedla” pokazuje, jak wielką odpowiedzialność ma sztuka w przestrzeni publicznej, i jest przykładem ponoszonych konsekwencji, kiedy artyści nie doceniają w pełni wartości i siły jej narzędzi we współpracy z lokalną społecznością.

Warto podziękować za pracę ognisku i klubowi młodzieżowemu ,,Dudziarska”,  prowadzonemu przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”. Animatorzy ogniska przez wiele lat wspierali dzieci, młodzież i rodziców zamieszkujących Dudziarską, oferując pomoc w sprawach mieszkaniowych, zdrowotnych, psychologiczno-pedagogicznych i edukacyjnych, poprzez korepetycje, zajęcia artystyczne, sportowe czy terapeutyczne.

Pozostaje pytanie, co dalej będzie działo się z trzema opuszczonymi blokami. Czy zostaną zburzone, a Warszawa będzie mogła szczycić się historią własnego Pruitt-Igoe? Na razie są pomnikiem fatalnej polityki miejskiej i mieszkaniowej, skazującej obywateli Warszawy na stygmatyzację i życie w uwłaczających godności warunkach. Pomnikiem historii, która nie powinna mieć prawa nigdy się wydarzyć.

– zdjęcia: Kuba Czajkowski
– tekst: Aleksandra Wasążnik

Udostępnij