Kontrola prędkości po polsku? Fikcja i niegospodarność

BRD  13 września 2019
W tej historii mamy Polskę w pigułce: udawanie, że są jakieś przepisy ruchu drogowego, pozorowanie ich egzekucji oraz państwo, które nie potrafi zapewnić do obsługi systemu kadr, których koszt stanowiłby ułamek możliwych do pozyskania wpływów.
Kontrola prędkości po polsku? Fikcja i niegospodarność

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła szokujące wyniki kontroli systemu automatycznego pomiaru prędkości na polskich drogach stwierdzając, że de facto system ten nie istnieje: „Kontrola NIK wykazała jednoznacznie, że taki system dotychczas nie istnieje i nie będzie istniał bez gruntownych zmian organizacyjnych i prawnych w tym zakresie”.

Kontrolerzy wychwycili m. in. następujące patologie:

  • W latach 2015-2017 przedawniło się 1,6 miliona (!) wykroczeń o wartości kar ok. 371 miliona złotych.
  • Odpowiedzialny za fotoradary Główny Inspektor Transportu Drogowego programował je tak, że wychwytywały przekroczenia prędkości od 30 km/h – możemy zatem przyjąć, że GITD niejako podwyższył limity prędkości do 80 km/h w terenie zabudowanym oraz 120 km/h poza nim!
  • Na skutek bezprawnego „podwyższenia” limitow prędkości w latach 2015-2018 nie nałożono kar o wartości co najmniej 2,8 mld zł!
  • Aż 11 z 29 urządzeń odcinkowego pomiaru prędkości zostało rozmieszczonych nieprawidłowo.

 

  • Liczba pracowników obsługująca system auto na koniec 2018 roku wynosiła 243 osoby i o blisko ¼ odbiegała od przyjętych założeń przy jednocześnie wysokiej rotacji kadry, sięgającej w 2018 roku aż 90%! NIK podkreślił, że dostosowanie zatrudnienia do założonego stanu kosztowałoby ok. 5,5 mln zł rocznie i odpowiadałoby jedynie 0,7% kar nienałożonych przeciętnie w roku na sprawców wykroczeń drogowych (788,7 mln zł).
  • A to wszystko mimo tego, że funkcjonowanie odcinkowych pomiarów prędkości, w przeliczeniu na oszacowane koszty jednego wypadku oraz koszty ofiar śmiertelnych, przyniosło szacunkowy efekt korzyści społecznych w wysokości 120 mln zł, który ponad 12-krotnie przewyższył koszty zakupu i utrzymania tych urządzeń.

Wszystko działo się w sytuacji, gdy od 2017 r. rośnie liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, a Polska zajmuje mało zaszczytne 25. miejsce w unijnych statystykach drogowej śmiertelności. Dlatego prowadzimy akcję #ChodziOżycie w ramach które przedstawiliśmy 4 rozwiązania na poprawę sytuacji w zakresie BRD. Jednym z nich jest prawdziwa egzekucja przepisów i zwiększenie liczby urządzeń automatycznego nadzoru prędkości. Mimo, że stanowią tani i skuteczny sposób na walkę z drogowym piractwem ich liczba w porównaniu z sąsiednimi państwami jest niska.  Już w poniedziałek 16 września wraz z organizacjami w całej Polsce przypomnimy o naszych postulatach.

Jednocześnie, w ślad za NIK, wzywamy Ministra Infrastruktury oraz Głównego Inspektora Transportu Drogowego do pilnego podjęcia realnych działań na rzecz zastopowania rzezi na polskich drogach! Bo przecież #ChodziOżycie.

Udostępnij