Koniec bazarku jaki znamy

MJN  Śródmieście  Targowiska  17 stycznia 2023

Po raz pierwszy od ponad 2 lat od, kiedy mieszkańcy zaczęli zgłaszać wątpliwości do przetargu na zagospodarowanie Hali Gwardii, warszawski ratusz oficjalnie się do nich ustosunkował.

Koniec bazarku jaki znamy

 

To krok w dobrym kierunku, ale daleko jeszcze do transparentności wymaganej przez prawo w postępowaniach partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP).

Przypomnijmy, iż zgodnie z wytycznymi PPP (na podstawie ustawy z 2008 roku) ratusz powinien być w ciągłym kontakcie z mieszkańcami aby przekazywać im na bieżąco informacje o każdym etapie projektu. Dodatkowo projekty o charakterze rewitalizacyjnym podlegają szczególnej kontroli społecznej. W przypadku renowacji tak ważnego, historycznie i społecznie, obiektu jak Hali Gwardii powinny odbyć się konsultacje społeczne, z których miasto zrezygnowało. Dwa tygodnie temu ratusz, ustami pani rzecznik Beuth, tłumaczył się, że konsultacje są niepotrzebne bo obiekt jest zabytkiem… Logika stojąca za tym stwierdzeniem pozostaje tajemnicą..

Kolejnym wymogiem przy PPP jest wykazanie interesu społecznego. W tym przypadku co KONKRETNIE mieszkańcy zyskają na tym, że deweloper dostanie na kilkadziesiąt zabytkową halę w centrum miasta. Halę, która po remoncie stanie się kolejną ekskluzywną wyspą (po Koszykach, Norblinie, Elektrowni Powiśle, Browarach Warszawskich) niedostępną cenowo dla większości z nas. Niewinnie brzmiące zapowiedzi ratusza, że w Hali Gwardii nic się nie zmieni, że utrzyma ona swoją dotychczasową funkcję (cokolwiek to znaczy) to tylko nieporadna próba maskowania tego co tu się niedługo wydarzy. “Obecnie operatorem hali jest podmiot prywatny, a zatem i tu nic się nie zmieni” – to cytat z oświadczenia ratusza. Jak można przyrównywać obecną sytuację, gdy operator Hali działa na podstawie 1-2 letnich umów najmu do dzierżawy 30-40 letniej. Nie można tego niestety inaczej nazwać niż manipulacją. 

Zresztą już w 2017 gdy obecny operator przejmował Halę mówiono właśnie o “kontynuacji”, “kulturze” i “miejscu integracji mieszkańców”. Jak wyszło każdy może ocenić samemu, jakkolwiek na pewno nie jest to miejsce służące wszystkim mieszkańcom. A trzeba mieć na  uwadze, iż jest to dopiero przedsmak tego co się wydarzy w przyszłości. Koszt przywrócenia zabytkowi świetności to kilkadziesiąt milionów złotych, które deweloper będzie chciał jak najszybciej sobie zrekompensować maksymalizując zyski. Działając w przynajmniej 30-letniej perspektywie czasowej będzie miał wolną rękę w pełnej komercjalizacji obiektu. I z pewnością nie będą to stoiska z kiszoną kapustą i marchewką. W ten sposób stracimy bezpowrotnie szansę na stworzenie w Hali miejsca egalitarnego, inkluzywnego, z ofertą dostępną dla wszystkich, takiego jakim jest obecny bazar. 

Miasto chwali się, że przetarg wyklucza handel dyskontowy i wielkopowierzchniowy, tak jakby to była jedna opcja poza luksusowym przybytkiem ala Koszyki. Przytaczane przez nas wielokrotnie przykłady zabytkowych hal miejskich w Wilnie, Rydze czy Budapeszcie będących połączeniem miejskiego zadaszonego targowiska (czyli de facto oryginalnej funkcji Hal Mirowskich) z elementami lokalnej i niedrogiej gastronomii trafiają w próżnię. Jedyna opcja brana pod uwagę przez prezydenta Trzaskowskiego i jego zastępcę Olszewskiego to przekazanie “problemu”, czyli hali, deweloperowi. A przecież mówimy tu o miejskim, publicznym budynku leżącym w historycznej osi Saskiej. Czy to początek nowego trendu oddawania w ręce prywatne zabytków, tak aby miasto nie musiało ponosić kosztów ich utrzymania?

Pozytywnie przyjmujemy deklarację miasta, że tereny oznaczone w przetargu jako opcjonalne (obejmujące połowę targowiska) nie zostaną przekazane deweloperowi. Choć tak naprawdę wiążące będą ustalenia zawarte w wyniku toczących się niejawnych negocjacji. My wbrew temu co przedstawił ratusz nie twierdziliśmy, że miasto planuje likwidację targowiska. Pisaliśmy natomiast o tym, że bazar może zniknąć w obecnej formie.

Skąd te obawy?

Targowiska mają swoją specyfikę wynikającą z ich oddolnego charakteru i ogólnodostępności, wszak zaopatrują się tam zarówno restauratorzy jak i emeryci z Osiedla Za Żelazną Bramą. Ale ten otwarty spontaniczny charakter bardzo łatwo zaburzyć i bezpowrotnie utracić poprzez działania ukryte pod ładnie brzmiącymi hasłami rewitalizacji, porządkowania przestrzeni czy estetyzacji. Mamy na to niestety wiele przykładów, a najbardziej znany to słynny kiedyś, a dziś pusty i smutny Różyc na Pradze.

Kupcy, którzy mają stoiska przy południowej ścianie Hali Gwardii już dostali informację od miejskiego zarządcy targowiska, że na czas remontu elewacji będę się musieli wynieść ze swoich miejsc. Czy będą mogli powrócić na te miejsca na tych samych warunkach finansowych nie wiadomo. A to dopiero początek, za jakiś czas sąsiedztwo odnowionej na wysokiej połysk luksusowej Hali Gwardii będzie wywierało coraz większą presję na targowisko, aby ono również odmieniło swoje oblicze. 

A co potem?

“Uporządkowane” targowisko, które nie będzie już kontrastowało z blichtrem skomercjalizowanej i wyremontowanej w międzyczasie Hali Gwardii będzie można reaktywować w nowej odsłonie. Treść pozostanie ta sama, ale forma będzie zupełnie inna. W końcu w Norbline też funkcjonuje “BioBazar”, na którym można kupić zdrowie i świeże produkty. Tylko z jakiegoś powodu w każdą sobotę nie kłębią się tam tysiące ludzi jak pod Halami Mirowskimi. Powodem są oczywiście wielokrotnie wyższe ceny. Prezydenta Trzaskowskiego, który deklarował niedawno że sam robi zakupy na targowisku pod Halami, nadal będzie stać na zakupy tam, ale większości z nas już nie. 

Ten scenariusz nie wydarzy się w tym roku i może nie w przyszłym, ale jeżeli dopuścimy do prywatyzacji Hali Gwardii jest nieuchronny (już w 2019 roku właściciel Hali Mirowskiej, spółdzielnia “Społem”, podpisała z firmą BBI Development list intencyjny ws. estetycznego zagospodarowania bazaru pod Halami). Rozumieją to doskonale mieszkańcy, licznie podpisujący naszą petycję, która jest apelem do prezydenta Trzaskowskiego o wycofanie się z przetargu. Jeszcze nie jest za późno, nowy dzierżawca ma zostać wyłoniony w połowie tego roku. 

A co w zamian?

  1. Konsultacje społeczne nt. zagospodarowania Hali Gwardii. 
  2. Realizacja postulatów mieszkańców poprzez rozłożoną na wiele lat wieloetapową rewitalizację zabytku (jeżeli udało się to spółdzielni “Społem” z Halą Mirowską tym bardziej Warszawa sobie poradzi z takim projektem). 

Zdajemy sobie sprawę, że sytuacja finansowa miasta nie jest obecnie najlepsza, ale rozwój miasta trzeba planować na dekady w przód, a nie na podstawie tymczasowego kryzysu. Dostępnych jest coraz więcej źródeł finansowania rekonstrukcji oraz rewitalizacji zabytków i to nie tylko unijnych. W zeszłym roku ruszył Rządowy Program Odbudowy Zabytków z budżetem 3 mld zł i możliwością uzyskania dofinansowania nawet do 98 proc. kosztów inwestycji. 

Na koniec przytaczamy ostatni akapit naszej petycji podpisanej już przez 8000 i skierowanej do Prezydenta Trzaskowskiego:  

“Biorąc pod uwagę powyższe ryzyka, zwracamy się do Pana z prośbą o wysłuchanie głosu mieszkańców i podjęcie działania w interesie mieszkańców, a nie deweloperów. Mieszkańcy mają prawo do tego, by miejskie obiekty – targowisko i wschodnia Hala Mirowska – były dla nich dostępne.”

Autorem tekstu jest Stefan Gardawski, członek MJN, który od lat zajmuje się tematem Hali Gwardii.
Zdjęcie artykułu: wizualizacja hal Mirowskich i targowiska przygotowana przez dewelopera, spółkę BBI Development (2019 r.)

Udostępnij