Dlaczego brak tramwaju na Gocław to krok wstecz dla prawobrzeżnej Warszawy?

Decyzja władz miasta o przesunięciu środków unijnych z projektu tramwaju na Gocław będzie miała negatywne konsekwencje w wielu aspektach i to nie tylko na Gocławiu.

Dlaczego brak tramwaju na Gocław to krok wstecz dla prawobrzeżnej Warszawy?

Jak przy każdej tak dużej inwestycji bardzo długo trwały dyskusje dotyczące przebiegu trasy i na tym skupiała się uwaga mieszkańców i planistów. Jednak mało kto zastanowił się, jakie będą konsekwencje odłożenia w czasie realizacji projektu tramwaju, który miał być zrealizowany do 2023 roku. Warto zadać w tym miejscu pytanie, czy Michał Olszewski, który już w grudniu zeszłego roku w imieniu stołecznego ratusza, wystąpił o przesunięcie dofinansowania unijnego z budowy trasy tramwajowej na Gocław na projekt MZA związany z zakupem 130 autobusów elektrycznych rozumie znaczenie tej decyzji dla naszego miasta?

A są to konsekwencje wieloaspektowe i dotkliwe przede wszystkim dla prawej strony Warszawy, ale nie tylko. 

  • Saska Kępa na długie lata pozostanie podstawowym kierunkiem tranzytowym z Gocławia do Śródmieścia. Wielu Gocławian wybierze samochody, dla których nie będzie lepszej alternatywy niż autobusy stojące w tym samym korku na Bora-Komorowskiego, Egipskiej i Saskiej.
  • Nowe osiedla powstałe na zreprywatyzowanych (w sposób co najmniej wątpliwy) terenach między a Saską Kępą w dalszym ciągu będą pozbawione dobrej obsługi komunikacją publiczną.
  • Nie powstanie wygodne dla niezmotoryzowanych przejście przez Trasę Łazienkowską w poziomie terenu, którego dziś nie ma na bardzo długim odcinku od wysokości ulic Rapperswilskiej i Wandy do skrzyżowań z ulicami Grenadierów (w stronę ronda Wiatraczna) oraz Zamienieckiej (na Ostrobramskiej). Tym samym zachowany zostanie brak ciągłości popularnego szlaku rowerowego wzdłuż Kanału Wystawowego.
  • W czasie remontu estakad Trasy Łazienkowskiej nad Saską Kępą gocławskie autobusy utkną w korkach na ulicy Saskiej, bo nie będzie alternatywy.
  • czasie planowanego remontu tunelu średnicowego w Al. Jerozolimskich od Muzeum Narodowego do Marszałkowskiej mają pozostać tylko tramwaje. Gocław tamtędy nie przejedzie, chyba że z przesiadką.
  • Nie będzie nowych tramwajów. Wraz z wycofaniem dofinansowania dla Tramwaju na Gocław dofinansowania pozbawionych zostało 18 z zamówionych już 123 wagonów. Spółka Tramwaje Warszawskie będzie zatem musiała uzupełnić te środki, zamiast organizować finansowanie dla zamówienia kolejnych 90 sztuk z opcji. A przecież padały ze strony Koreańczyków deklaracje, że zamówienie wszystkich 213 sztuk spowoduje, że Hyundai zbuduje fabrykę w Polsce.
  • Opóźnienie Tramwaju na Gocław stawia pod dużym znakiem zapytania kompleksowy remont al. Waszyngtona. Inwestycje te nie tylko były wiązane ze sobą czasem realizacji, by zmniejszyć liczbę wyłączeń ruchu tramwajowego, ale także praktycznie. Remont al. Waszyngtona nie obejmuje przyszłego węzła rozjazdowego na Gocław, bo ten był w zawieszonym właśnie projekcie.

Dlaczego remont Al. Waszyngtona jest tak ważny?

Remont al. Waszyngtona jest bardzo potrzebny z wielu względów: torowisko już jest w złym stanie technicznym, co widać choćby na przejazdach poprzecznych, gdzie autobusom zdarza się zahaczać o asfalt, a piesi na przejściach przez tory w czasie deszczu muszą pokonywać gigantyczne kałuże. Al. Waszyngtona posiada jedne z najbardziej niebezpiecznych przejść dla pieszych w Warszawie. Na wysokości ul. Niekłańskiej na raz trzeba przekroczyć cztery pasy ruchu i dwa tory tramwajowe. Przejścia bliżej ronda Wiatraczna ostatnio zostały przez ZDM prowizorycznie podzielone, ale dwa pasy ruchu plus jeden tor to wciąż nie jest rozwiązanie bezpieczne dla pieszych. Wzdłuż al. Waszyngtona brakuje drogi dla rowerów. Ta miała powstać wraz z remontem torowiska. Przystanki autobusowe wzdłuż al. Waszyngtona nie mają peronów przystankowych – pasażerowie korzystają z dojścia przez tory. Nie jest to ani bezpieczne, ani tym bardziej wygodne.

Metro w obecnym przebiegu nie poprawi sytuacji komunikacyjnej na Gocławiu.

Gocław i Praga-Południe są mamione wizją metra. Tyle tylko, że takie metro na Gocławiu nie ma sensu. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. Trzeba ponadto zauważyć, że obecnie preferowany wariant (z potencjalnym przedłużeniem pod Wisłą na Siekierki) przy zachowaniu wszystkich wad wariantów dotychczasowych pogarsza w stosunku do nich obsługę Gocławia. Zamiast dwóch stacji na dłuższej osi osiedla (ul. Bora-Komorowskiego), będzie jedna stacja na osi krótszej (ul. Fieldorfa). Tym samym kolejne części Gocławia nie będą miały dostępu do metra, a podróż z dwoma przesiadkami (dojazd do metra na samym Gocławiu oraz potem na stacji Stadion) czyni taki sposób podróży jeszcze bardziej absurdalnym. Tramwaj nie dość, że miał mieć trzy przystanki na samym Gocławiu, to miał obsługiwać nowe osiedla na jego północno-zachodnim skraju.

Metro na Gocław ma kosztować sporo ponad 1 mld zł. To kwota wręcz astronomiczna dla tak niewiele dającej komunikacyjnie inwestycji. Co więcej, słabe wskaźniki M3 stawiają pod dużym znakiem zapytania, czy będzie ona mogła uzyskać dofinansowanie unijne w nowej perspektywie budżetowej. Za te pieniądze można by zbudować i Tramwaj na Gocław, i przeprowadzić kompleksowy remont mostu i wiaduktu Poniatowskiego (co również jest istotne w kontekście remontu tunelu średnicowego) i jeszcze zostałoby sporo środków na inne inwestycje tramwajowe (np. opcja zakupu dodatkowego taboru Hyundaia).

Trzeba tylko mieć odwagę polityczną, by powiedzieć, że budowa drugiego peronu stacji Stadion była zbyt pochopna. Jeszcze nie jest na to za późno!

Udostępnij